piątek, 27 maja 2011

Niekończąca się historia...

Z założenia jest niedokończoną pracą...
Wymyśliłam taką makatkę.




A właściwie to makatko-kieszonkowiec. Ale żeby nie było to takie zbyt nudne - będzie to również "pamiętnik"  mojej nastolatki. Takie skrawki życia mają tam zamieszkać!
Taki był zamysł. Zobaczymy, czy się sprawdzi w życiu?




Podkład pikowałam z dwóch warstw tkaniny, ociepliny i warstwy grubej fliseliny. Pikowałam bardzo gęsto aby uzyskać sztywność. Potem obszyłam lamówką. A na końcu doszyłam kieszenie i aplikacje. Każda kieszonka jest uszyta innym wzorem patchworku. Z najulubieńszych szmatek córki. Nawet dwa ozdobne guziki córka przyszyła. I jeszcze zrobiła pętelkę na szydełku!
Skończyłam szyć wieczorem a w nocy już zamieszkały na nim różne inne ozdóbki. 
Na razie makatka ma wymiary 160 na 80 cm ale coś mi się wydaje, że trzeba będzie jeszcze doszyć do niej sporo kawałków... 
I daję dzisiaj mnóstwo zdjęć!!! Miłego oglądania. 















































Serdecznie wszystkich pozdrawiam!

niedziela, 8 maja 2011

W kółko zielone!

Poduszka uszyta... na przywitanie wiosny!
Uszyłam ją dla Pchełki w ramach wymiany pt. "Pomaluj mój świat". Pchełka lubi kolor fioletowy lub... czerwień z zielenią. Fioletowych szmatek mam mało, zatem pozostały mi już tylko zielenie i czerwienie. I jakże się zdziwiłam, że w moich zapasach jest dużo wszystkiego a najczęściej to wszystko ma ... coś różowego w sobie!  Hi, hi, hi!   A Pchełka akurat nie lubi różowego...










Ja sobie zażyczyłam kolor... niebieski z niebieskim. 
I otrzymałam takie cuda od Kitty Jarosz!







Bardzo serdecznie dziękuję za wspaniałe prezenty! 

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Zeszyciki

Na poprawę humoru uszyte okładki zeszytowe.
Ta jest formatu B5, z ocieplinką.
Mięciutka i przytulna. Ma nawet zapięcie, żeby schować swoje sekrety... :-)







Druga w cieplejszych kolorach. Format A5 i też z ocieplinką i zamykaczami.





niedziela, 20 marca 2011

Kocie przygody

Dwie poduszki. Takie trochę wiosenno-marcowe. A to dzięki harcującym kotkom na tkaninach!
Ach! Cóż to za błogostan i wesoła zabawa!










Już za chwilę wiosna!!!
Wszystkiego najlepszego z tej okazji - dużo słońca 
i ciepła nam wszystkim życzę!!!



środa, 16 marca 2011

Niebieska strona tęczy!

Wspaniałe tkaninki kiedyś kupiłam u Julki. Zresztą to były chyba ostatnie ćwiartki...
Prześliczne niebieskie rajskie ptaki... Szałowe po prostu.
I powstały z nich dwie podusie!
Jedna zostanie u mnie - nie zauważyłam i wkomponowałam bawełnę z małą skazą na tkaninie... Ale nie ma tego złego! ;-)  Mi się podoba bardzo - a szczególnie te ptasiorki...
Druga do nabycia tutaj.



wtorek, 8 marca 2011

Duża radość

A to z powodu ukończenia  "Ogromnego kota"!
Jak już wcześniej się chwaliłam, zaczęłam ponad rok temu szyć córce narzutę na łóżko.
Najpierw były pomysły, projekty, potem szukanie wzorków, tkanin, znowu zmiana koncepcji, kolejne poszukiwania odpowiednich tkanin. Później był okres okropnego marudzenia oraz wątpliwości... Potem znowu było ogromne natchnienie. A potem były wakacje. A potem była szkoła dzieci. Następnie święta  i milion wymówek po drodze. Łącznie z dokupywaniem tkanin: więcej i więcej!
Ale wczoraj nadszedł magiczny dzień i udało mi się skończyć!
Nie jest oczywiście tak, że mi się to podoba. Moja wyobraźnia podsuwała mi całkiem inne widoki... Ale zadowolona jestem, że skończyłam, że mi się jakoś tam udało! A już się bałam, że w międzyczasie moja córka "wyrośnie"  z tego projektu.
A było to tak, że strona z brązowym tłem jest pomysłu córki! Spód  mogłam zaprojektować ja. Chciałam, żeby narzuta miała dwie strony ładne - żeby można było różnie ją kłaść. I ta "moja" strona wyszła bardzo pstrokata! A miała być tylko w kolorach: brąz, zieleń i róż...
Oto efekty:






Druga, pstrokata strona:




Przy szyciu tej narzuty wiernie pomagała mi i kibicowała... kotka! 
Nie ma to jak dobry pomocnik: fachowo i rzetelnie wykonywała swoje obowiązki! 
Tutaj robimy pikowanie maszynowe:


A teraz pikowanie ręczne (wszystkie wąsiki kocie są jednocześnie pikowankami):


Cała narzuta sięga pierwszego piętra! 


Zdjęcia robione w porannym słońcu. Niestety  w ogródku jeszcze nie jest zielono... Ale niedługo wiosna! 




sobota, 26 lutego 2011

Frywolitka na igle

Dla mnie to ogromny postęp.
Pod czujnym okiem Oli udało mi się zrobić pierwszego w życiu kwiatuszka!
Trochę jeszcze koślawy i nie do końca dobrze zrobiony. Ale mam cichą nadzieję, że Ola poświęci mi jeszcze kilka wieczorów na doszlifowanie techniki?
Dziękuję Ci Olu za pomoc! Dobra Duszyczko!

Mój kwiatek:


A tutaj dla porównania z kwiatkiem Oli. Ola robiła na cieńszej igle. Ale i tak widać, że daleko mi jeszcze do Mistrza!



A najbardziej się cieszę z tego, że udało mi się spotkać Wspaniałego Człowieka również w realnym świecie! 
I to tuż za miedzą! 

sobota, 19 lutego 2011

Nauka nie poszła w las!

A przynajmniej mam taką nadzieję!
Makatka uszyta techniką bargello. To dopiero moja pierwsza rzecz tak uszyta, ale już wiem, że to jest to!
Oczywiście nie obyło się bez prucia i poprawiania.
Ale i tak już wisi na ścianie!







Wspomnienia...

Na początku lutego miałam zaszczyt brać udział w Warsztatach Patchworku w Poznaniu "Emocje i energia"  zorganizowanych przez firmę Strima oraz Stary Browar.

Tutaj relacje :
                       Strima-atelier
                       Stary Browar 
                       Strima 
                       GłosTV

Zobaczyłam wiele.

Poznałam ludzi tak samo... zakręconych!  


Dowiedziałam się mnóstwa ciekawostek o patchworku.


I oczywiście... czegoś tam się nauczyłam! Ale o tym - w kolejnym poście!

sobota, 12 lutego 2011

Szybka podusia

Dzisiaj uszyłam na urodziny... babci moich dzieci. ;-)
Tkaninki takie spokojniejsze, romantyczne. Pikowanie również spokojne.
Tył zrobiony z dziadkowej koszuli, którą kiedyś czymś zachlapał i nie dało się plamy sprać. Ale dało się ją przykryć!  Teraz jak dziadek pojedzie na ryby to babcia nie będzie już samotna - zawsze będzie mogła przytulić podusię.
Babcia zadowolona z prezentu.










wtorek, 1 lutego 2011

Tym razem zepsuta kocica...

Haftowałam kocicę ponad pół roku. Nie będę się wypowiadać na temat samego wyszywania...  Ha, ha, ha! Wspomnę tylko, że zakupiłam na ten obrazeczek drogie mulinki. DMC sprawdziła się rewelacyjnie. Niestety w sklepiku nie było białej więc wzięłam firmy Anchor. I tu niestety porażka. Albo nici były stare i zleżałe, albo ogólnie tej firmy są kiepskie. Już po kilku krzyżykach nici mi się przecierały i urywały!
Kolejną porażką był ołówek... Zawsze mi się spierał. Nawet na szmatkach mocno maluję zwykłymi ołówkami zanim pozszywam je do kupy. I tym razem niestety ołówek się nie sprał...
Robótka zostanie w domu... Schowana gdzieś głęboko.
Ale mogłam przy okazji wypróbować pikowanie w "kamienie"! Rewelacyjny sposób.  Nie wyszło mi tu jeszcze za ciekawie to pikowanie, ale może następnym razem będzie lepiej?!




Podusia w szalone kwadraty bardzo się spodobała Kasi.
Super! To bardzo miłe uczucie...