Ale w końcu się doczekał.
Nie wiem, co mnie napadło, żeby go takiego uszyć? Nie lubię fioletowego. A uparłam się -tu fioletowy pasuje idealnie. Potem zmęczyłam się przygotowywaniem okrągłych aplikacji... Każde kółeczko jest podszyte fliseliną, ma ponacinane łuczki , wywinięte na prawą stronę, wyprasowane - i dopiero gotowe do naszycia. Po co mi to było? Zupełnie niepotrzebna robota. Tak naprawdę trzeba było przyszyć te kółeczka jako zwykłe aplikacje, bez zbędnych przygotowań. Efektu nie widać żadnego!
Tkaniny ze trzy razy dokupywałam w Robin's Patchwork.
A potem leżało i leżało toto. Widocznie musiał swoje odczekać. ;-)
Pikowane w Strimie na ramie. Niezbyt ładnie mi to wyszło... Mam nadzieję, że na plenerowe pikniki wystraczy?
A! I obiecałam sobie, że po raz ostatni szyję z byle jakiej jakości bawełny!!!!!!! Ten gładki fiolecik znowu doprowadzał mnie do szału!!! Nigdy więcej!!!!
Pozdrawiam.